sobota, 20 października 2012

A teraz kochani chcialam wszystkim ludziom dobrego serca podziekowac za to, ze dali mi szanse i spelnili moje marzenie powrotu do domu. Dziekuje wszystkim tym rowniez co wciaz wplacaja pieniazki nie osadzajac mnie przy tym o jakies oszustwa. Wiem, ze zdajecie sobie sprawde wlasnie z tego, ze nawet nie wiadomo czy te pieniadze starcza na leczenie w Polsce ale zawsze cokolwiek jest bedzie nam bardzo pomocne. Dziekuje wam calym sercem. Juz nie wiem naprawde nie wiem jak mam dziekowac i jakie slowa wypowiadac by wyrazic swoja wdziecznosc. Ale najwazniejsze dla mnie jest to, ze sa wlasnie tacy ludzie jak wy. A teraz pare informacji. Juz pisalam ponizej, ze wyslalismy moje akta do kilku klinik w Polsce i czekamy na odpowiedzi. Jedna klinika sie odezwala z Gliwic ale musza skonsultowac sie z najlepszym lekarzem w Polsce, ktory mieszka w Warszawie by podjac decyzje czy jest sie za co w ogole brac. Dlatego Mariusz leci jutro do Warszawy by zlapac go i porozmawiac osobiscie. No i pojawil sie jakis cien nadzieji. Teraz trzeba czekac czy ten lekarz to potwierdzi. No i czekamy tez na oddzew z innych klinik. Gdy juz to bedziemy mieli to bedziemy mogli podjac decyzje kiedy wracamy. Na dzien dzisiejszy musze przystac na sterydy i ta chemie co podaja mi tutaj i mam nadzieje, ze wydluza moje dni o tyle bym mogla zdarzyc na to wszytsko. Dziekuje wam za wczorajszy koncert i za cala reszte. Za to ilu ludzi obchodzi moj los. I powtarzam po raz setny to nie ja jestem wyjatkowa - bo slysze to ostatnio caly czas ale wy jestescie. Wy jestescie moimi aniolami.
Zbieram sie juz jakas dluzsza chwile by napisac... Zaczne od tego, ze bardzo ale to bardzo sie dzis zasmucilam. Nie wiem juz nawet pod jakim to bylo artykulem ale przeczytalam pare komentarzy, ktore mnie poprostu dobily. Poczulam sie gorzej a moje serce juz chyba na mniejsze kawalki sie polamac nie moze. W ostatnim czasie gdy moi przyjaciele i ludzie nawet ktorych nie znam a maja dobre serce pomagaja mi w kazdym calu uwierzylam, ze ten swiat chyba nie jest az taki zly jak zawsze uwazalam. Bylam w szoku dowiedziawszy sie ilu ludzi ma dobre serca, ilu ludzi chce pomoc i robi to z czystej woli. Bardzo gleboko wierzylam, ze cos na swiecie sie zmienilo ale dzis widze, ze ludzi innego pokroju jednak nie brakuje. Zawsze beda po to by nas ranic nawet w ostatnich dniach Twojego zycia. Czy to nie jest przykre ? Mariusz prosil bym tego juz nie czytala i tak tez zrobilam ale zobaczylam wystarczajaco duzo by wiedziec, ze tak wlansie jest. Nie pozostaje nam nic innego jak modlic sie za nich by nigdy nie musieli doswiadczyc tego co ja czy inni chorzy na te straszliwa chorobe z wyrokiem smierci. Ktos z Limerick napisal, ze probuje zarobic swoja choroba na zycie. Na jakie przepraszam zycie ? Przeciez dostalam wyrok. Zycia zbyt wiele mi nie zostalo chyba, ze dobry Bog bedzie dla mnie laskaw i sprawi cud. Ktos inny pisze, ze to z czystej zazdrosci. Pytam wiec, kto z was jest zazdrosny ? Bo jesli tak bardzo zazdroscicie to ja wam oddam cale te pieniadze ale jest jeden warunek zabierzcie tez chorobe i dajcie mi potwierdzenie, ze bede zyla. Jesli ktos mi to zagwarantuje to oddaje wszystko, doslownie co do centa. Mozecie to zrobic ? To czego mi tak bardzo zazdroscicie bo juz nie rozumiem. Wolalabym nie miec nic a byc zdrowa. Ktos inny jeszcze pisze zebym przedstawila rachunki. Jakie rachunki za co ? Czy naprawde myslicie ze ja mam glowe teraz na zbieranie jakis rachunkow ? Przeciez to jest az smieszne i nie smaczne. Tak wiem, ze jest mnostwo ludzi na swiecie chorych, ktorzy rowniez potrzebuja pomocy finansowej ale czy to jestem winna temu, ze nie maja takich przyjaciol i ludzi zyczliwych w kolo siebie ktorzy potrafia zorganizowac taka akcje ? Skoro jest tylu ludzi to czemu im nie pomagacie ? Ja codziennie dziekuje Bogu, ze takich wlasnie przyjaciol mam bo bez nich musialabym sie martwic o finanse o ktore teraz nie musze. Na co te pieniadze ? Tak to prawda, ze leczenie w Irlandii kosztuje duzo mniej ale nie jest za darmo bo nie wszystko karta medical pokrywa, moglibyscie sie najpierw dowiedziec a nie pisac takie rzeczy skoro nie macie zielonego pojecia. Ale nie chodzi tylko o leczenie w Irlandii ale wlasnie o co innego. Jak wiece gdy zachorowalam moj maz nie pracowal, ja nie pracowalam nie mielismy nic, pol roku czekalam az przyznadza mi zasilek dla chorych a moj maz do dzis PODKRESLAM do dzis czeka na swoj zasilek opiekunczy i czy uwazacie, ze z tego moze wyzyc 3  osobowa rodzina ? Jakim prawem, wiec ktos pisze, ze pobieramy zasilki socialne gdy wcale tak nie jest. Teraz kolejna sprawa -tak byl juz organizowany koncert dla mnie i ludzie dobrego serca pomogli mi wtedy bardzo - PODKRESLAM nikt nikogo nie zmuszal ani nie zmusza do tego zeby cokolwiek dla mnie wplacali, robia to tylko ludzie ktorzy chca pomoc a tacy ktorzy nie chca niech poprostu tego nie robia i oszczedza sobie komentarzy tego typu bo to bardzo kogos potrafi zranic szczegolnie gdy nie znaja sytuacji. Teraz na co poszly te pieniadze ? Na zycie bo jak juz pisalam nie mielismy z czego zyc.Pomijawszy juz to ze medical nie wszystko pokrywa to na mieszkanie, na podroze meza do dublina, na przezycie w Dublinie, na bilety dla rodziny ktora musiala tu byc bo maz byl ze mna a ktos musial tez sie zajmowac naszym synem a moze uwazacie, ze 4 letnie dziecko tez potrafi sie zajac same soba ? Nie zdziwilabym sie gdybyscie i tak napisali. Rachunki roznego rodzaju a takze wiele innych spraw. Jak juz wrocilam do domu a maz wrocil na 2 dni do pracy ktos musial tez byc by sie mna zajmowac bo znow PODKRESLAM ze jedna chwila w kuchni, czy przy praniu potrafila mnie zmeczyc juz do konca dnia. I pieniadze sie rozeszly, nie przetracilam ani centa na zaden ciuch ani na nic. A ktos tam tez napisal, ze jak wyzdrowieje to pojade sobie na fajne wakacje. Juz nie wiem czy mam sie smiac czy plakac. Cel zostal osiagniety to prawda ale powysylalismy rowniez moje akta do roznych szpitali w Polsce bo Irlandia juz nic nie moze dla mnie wiecej zrobic - i czekamy na odpowiedzi. Leczenie w Polsce juz nie tylko w jakiejs czesci bedzie musialo byc oplacone ale w calosci. Wszyscy doskonale wiemy ile to bedzie kosztowalo, modle sie poprostu, zeby te pieniadze ktore ludzie wplacaja dodatkowo poprostu starczyly bo teraz potrzebujemy bardzo wiele. Ach i nie nie kupuje samolotu od osamy, samo jego wypozyczenie kosztuje ponad 20 000 najtanszym kosztem ! Tylko maz bedzie mogl byc ze mna. Jesli sa osoby, ktore uwazaja, ze moge jechac ambulansem przez 3 dni bo chyba przy mojej chorobie moge tez sie zatrzymac gdzies prawda, zeby odpoczac czy tez nie ? Jesli sa takie osoby to chce powiedziec, ze sa w wielkim bledzie i nie zdaja sobie sprawy z tego co pisza. Kolejna sprawa tez mnie bardzo zabolala. Ktos napisal, ze gdy poczulam sie lepiej zapomnialam o ludziach ktorzy mi pomogli a skad o tym wiedza ? To, ze codziennie nie pisze podziekowan na blogu albo fb nie dowodzi tego. Ludzie, ktorzy wiedza, ze jestem im wdzieczna to poprostu to wiedza i nie musze wydaje mi sie o tym ciagle powtarzac. Napisal tez, ze zapomnialam o Bogu - jak trwoga to do Boga - a skad wiedza co dzieje sie w moim sercu ? Nigdy nie zapomnialam ani o Bogu ani ludziach ktorzy mi pomogli. Przyznaje, ze zaniedbalam bloga i zaniedbalam to by isc co niedziele do kosciola to prawda... tak... i dlaczego teraz nzowu pisze bloga ? Bo juz nie czuje sie tak swietnie jak wtedy ale gorzej i wiekszosc czasu spedzam lezac to tez mam laptopa przy sobie a gdy czulam sie lepiej poprostu mialam duzo wiecej innych rzeczy do robienia niz siedzenie calymi dniami na komputerze. Oj ludzie ludzie ludzie... nie wiem co wiecej jeszcze tu napisac, moze napisze poprostu tyle, ze gdy juz najdzie sie ta osoba ktora mi to zycie odda to ja wszystkie pieniadze, ktore zostana nie wezme dla siebie ale oddam tym ktorzy beda potrzebowali. I bardzo prosze by ludzie, ktorzy nie maja pojecia co za glupoty pisza i jaka krzywde wyrzadzaja komus komu mogloby sie wydawac juz iwekszej wyrzadzic nie mozna poprostu nie pisali komentarzy pod moim blogiem, czy na fb, czy pod artykulami bo to nie jest czas i miejsce na to. Modle sie za was z calego serca... i tyle...

środa, 17 października 2012

Msza Sw. byla piekna a nasz nowy ksiadz jest poprostu cudownym czlowiekiem tak jak i wszyscy Wy, ktorzy powiedzieliscie mi dzis tak wiele pieknych slow jestescie cudowni. Jak ja mam Bogu dziekowac za was ? No nie ma takich slow by wyrazic to co czuje. Nie spodziewalam sie tego. Wciaz mam lzy w oczach. Tylu was dzisiaj bylo i dziekuje wam za to, ze jestescie ze mna w tych chwilach i mi pomagacie, ze mnie nie opusciliscie w takim momencie i ze moge na was liczyc. Nie macie pojecia jak bardzo bylam szczesliwa dzis widzac was wszystkich w kosciele. Tak jak ksiadz mowil - piekne uczucie wiedzac, ze jednoczy sie ludzi i ze ludzkie serca otwieraja sie na krzywde jaka dzieje sie drugiej osobie, ze ludzie sie nawracaja, ida i modla sie, ze maja lzy w oczach, ze nie sa obojetni. Kazdego z nas moze spotkac krzywda, kazdy z nas moze zachorowac. Juz ja doskonale to wiem co znaczy byc zdrowym czlowiekiem a nagle wszystko sie odwraca... nagle wszystko zostaje postawione pod znakiem zapytania... co ze mna bedzie, czy sie wylecze, czy znow bede zyc normalnie... czy ja w ogole bede zyc ? Idziesz na swoja rutynowa kontrole do lekarza i widzisz po jego minie, ze cos jest nie tak, ze cos sie nie zgadza a przeciez co tydzien wital mnie z usmiechem na twarzy... cos sie zmienilo... bylam juz tego pewna, ale gdy uslyszalam, ze umieram nie dotarlo to do mnie. Po policzkach splynelo mi kilka lez ale mysli tej do siebie nie chcialam dopuscic. Dopiero wieczorem, gdy usiadlam przy stole z babcia i mezem, wzielam rozaniec do reki, spojrzalam na nich serce mi sie skruszylo. Poprostu sie zlamalo... peklo... strach przedostal sie do mojego mozgu. Nie spalam tej nocy dobrze. Juz w ogole dobrze nie sypiam. Boje sie, ze to moze ostatnia moja noc, ostatni sen. Gdy budze sie dziekuje Bogu, ze dal mi jeszcze jeden dzien. Jeszcze jeden dzien z moimi bliskimi, z mezem moim ukochanym, z synkiem moim cudownym, z mamusia, tatusiem i babcia. Siegam po ksiazeczke i modle sie z usmiechem na twarzy, ze dostalam jeden dzien wiecej. To dla mnie teraz tak wiele. Jeden dzien jest jak cudowna wiecznosc. Gdy poznalam naszego ksiedza Andrzeja cos we mnie sie poruszylo. Ksiadz wciaz powtarza, ze to ja go poruszylam ale tak naprawde to on to zrobil. Dal mi jakas taka nadzieje, iskierke... dal mi to cos czego mi ostatnio zabraklo. Wiare... wiare, ze co bedzie to bedzie i jakby nie bylo to bedzie dobrze. Dobrze czuc cos takiego i moj strach choc nie calkiem ale w duzej mierze sie ulotnil. I dzis na Mszy Sw. Ksiadz powiedzial, ze moge jesli chce nazwac przez Niego naszego Jedynego Boga przyjacielem. To prawda Bog jest moim przyjacielem ale dziekuje Ci tez Boze za to, ze zeslales mi nowego przyjaciela. Wlasnie Ksiedza Andrzeja. Mowia, ze przyjaciol szuka sie cale zycie ale On swoja dobrocia, szczeroscia i otwartoscia zdobyl moje serce w doslownie chwile. Dziekuje za to - to cudowny dar. Dziekuje Wam kochani jeszcze raz i pewnie nie raz jeszcze podziekuje. Do konca moich sni bede wiedziala, ze nie bylam sama. I choc mam przy sobie rodzine i napewno sama bym nie byla to za kazdego z Was dziekuje tak samo. Z Panem Bogiem kochani, czuwajmy w modlitwie... Jestescie wielcy !

niedziela, 14 października 2012

Gdyby mozna bylo zmienic bieg wydarzen nie wiele bym zmienila a z drugiej strony tak bardzo wiele... Nie chce juz dluzej udawac sama przed soba, ze bedzie dobrze bo wcale moze tak nie byc... lekarze nie sa Bogiem a tylko on wie co bedzie dalej. Chce oddac sie tylko jemu i pozwolic mu dzialac. Jesli chce mnie zabrac niech to zrobi bo jesli taka jest jego wola to jakze moglabym sie jej sprzeciwiac... Jesli chce mnie zostawic to niech zostawi, zostawiam wszystko w jego rekach. Nie wiem co mam myslec, mam taki metlik w glowie. Nie wiem komu co powiedziec, do kogo co napisac. Nie wiem co mam myslec... Wszyscy do mnie pisza ja nie mam nawet sily odpisywac, szkoda mi czasu na siedzenie przed komputerem bo moge go spedzic inaczej. Siadam wiec tylko na chwile zeby napisac do was ogolnie pare slow. Nie gniewajcie sie na mnie. Gdybym miala odpisywac do kazdego nie starczyloby mi juz dni. Potrzebuje teraz spokoju, musze sobie wszystko poukladac, musze przywyknac do tej mysli, pogodzic sie z nia. Staram sie nie plakac ale gdy patrze na moja rodzine serce mi sie lamie. Nie potrafie im powiedziec, ze ja to czuje. Po prostu czuje, ze to juz niedlugo. Uwierzcie mi... mam juz dosc sluchania, ze bedzie dobrze. O cud mozemy sie modlic i prosze modlcie sie bo moze sie zdarzy ale moze byc tez inaczej i prosze pozwolcie mi sie z tym pogodzic...
Nie mam dobrych wiadomosci... moze zaczne prosto i po prostu... bialaczka wrocila i lekarze juz nie daja mi najmniejszych szans. Zrobili dla mnie wszystko co mogli i juz nie sa w stanie nic wiecej zrobic. Dali mi od paru tygodni do paru miesiecy zycia. To takie przykre dowiedziec sie, ze tak nie wiele Ci zostalo. Kazali mi sie zastanowic i zdecydowac czy chce jeszcze przyjac chemie i sterydy. Nie ma mnie to uzdrowic ale przedluzyc o chwilke moje dni. Nie chcialam... Chcialam jechac do Polski i tam umrzec ale maz tak plakal i tak mnie prosil, ze wzielam ta chemie dla niego, dla syna, dla rodzicow. Teraz trzeba czekac do poniedzialku bo powiedza jak to wyglada wszystko po tej chemii i mniej wiecej poinformuja czy mozna ewentualnie podac jeszcze jedna. Pozniej bedziemy myslec jak przetransportowac mnie do Polski. Codziennie mam bole brzucha, plecow i watroby. Nie wiem juz czy mam sile miec w ogole jakas nadzieje. Powiem szczerze, ze w ogole jej nie mialam juz ale wczoraj byl u nas ksiadz. Wyspowiadalismy sie i odprawil Msze Sw u nas w domu i nawet gral na gitarze. Cudowny ksiadz. Dal mi jakis taki promyk wiary, jakies swiatelko zapalilo sie w moim sercu, ze moze jeszcze mam do spelnienia tu na tym swiecie jakas misje... moze to wlasnie prawda... myslalam juz o tym wczesniej kiedys, moze nawet o tym pisalam tutaj.... nie wiem... nie pamietam... ale tez przygotowal mnie na to, ze sprawy moga jednak podazyc w tym drugim kierunku. Ulotnil sie troche moj strach a jego miejsce zajal usmiech gdy powiedzial, ze wielu ludzi moja choroba lub tez i smierc gdy Bog bedzie chcial mnie zabrac, ze wlasnie tych wielu ludzi moj los zjednoczy, ze pojda do kosciola, nawroca sie to piekne wiedziec cos takiego. Powiedzial tez, duzo milych slow na temat mojej osoby to tak jakos mnie podbudowalo troche i dziekuje Ci Pani Boze, ze tego ksiedza tu do mnie przyslales. Mykam do kosciolka...

sobota, 22 września 2012

Witajcie
Bardzo was przepraszam za moje zaniedbanie ale od kiedy jestem w domu ciezko sie zebrac, zeby choc na chwile usiasc do komputera. Dzisiaj czuje sie troche gorzej dlatego jestem u gory w swoim lozeczku z laptopem i moge cos nabazgrac. To jest ten komputer bez polskich znakow, wiec z gory przepraszam to nie jest moje lenistwo :) Bola mnie dzisiaj plecy i glowa jakos mi ostatnio codziennie doskwiera. Do tego dostalam antybiotyk bo mam zapalenie pecherza - ale jest ok bo dopiero sie zaczynalo, wiec mozna szybko zbic antybiotykiem. Wysypka znika, zredukowali sterydy do 4 wiec jestem szczesliwa. Tylko ta watroba jeszcze. Tydzien temu zrobili przeswietlenie pluc i zostalo tam naprawde minimalnie wody takze to tez mnie cieszy ogromnie bo znaczy, ze nie bede musiala miec operacji. Moj Nikus chory dostaje juz drugi antybiotyk, bidulek... a jak kaszle to jakby mial sie udusic. To jakis wirus dzieciecy bo wszystkie dzieciaki teraz choruja. Jest u mnie tesciowa i tesciu wiec znow mam opieke, ale nie moge sie doczekac babci Jasi bo niedlugo znow przylatuje do mnie :) moja kochana, najdrozsza juz tak sie stesknilam :* Odliczam dni !!!

Gdybym mogla jednym ruchem dloni pokazac jak bardzo Cie kocham, zrobilabym to...
Gdybym mogla jednym slowem okreslic moja milosc do Ciebie, wykrzyczalabym je
Jednym oddechem pokazac Ci, ze chce bys juz zawsze byl obok mnie
Jednym westchnieniem, jednym spojrzeniem...
ale ty to wszystko wiesz...
I wiesz bardziej, bo tak prosto nie da sie tego pokazac...
ale ty to wiesz Panie...
Wiesz, ze zyje dla Ciebie bo mnie uratowales,
dales nowe zycie, nowy dzien, wiare i nadzieje
dla Ciebie teraz to wszystko
cale moje zycie jest dla Ciebie...
Nie wazne czy ktos rozumie
nie wazne...
Ja wiem tak jak i ty wiesz...

środa, 5 września 2012

Nie ma jak to w domu. Jednego dnia czuję się lepiej a innego jestem tak zmęczona, że tylko leżeć i nic więcej. Mam nadzieję, że czas to zmieni bo chciałabym już prowadzić normalny tryb życia. Wciąż muszę być trzy razy w ciągu tygodnia w szpitalu na badaniach. Dwa razy w Dublinie i raz w Limericku. Jest u mnie teraz mama i pomaga mi we wszystkim, więc nie muszę się nadwyrężać i mogę pozwolić sobie na odpoczynek. Wysypka jest trochę większa ale lekarz kazał nie redukować sterydów i jak na razie muszę brać jeszcze tydzień a potem zobaczymy. Jutro właśnie jedziemy do Dublina i zobaczymy co mój lekarz powie. Mam nadzieję, że wszystko jest dobrze a moje bóle brzucha to nic poważnego. Trzymajcie kciuku...