Witajcie kochani - nie było mnie parę dobrych dni a nawet tydzień. A wszystko przez to, że nie jestem w dobrej formie. Afty w buzi mam chyba też z dobry tydzień, nie mogę jeść, nie mogę mówić a jak zachce mi się kaszlnąć to dzieje mi się straszna krzywda. Już wcześniej chyba kiedyś o tym pisałam bo już trzeci raz to przezywam, trzeci i najgorszy. Poprzednie nie były aż tak intensywne i nie trwały aż tak długo. Dzisiaj dostałam gorączkę znowu i znów troszkę spuchłam bo ciężko znowu mi oddać mocz. Czy zawsze musi się wszystko dziać na raz ? Jedno mogłoby się pospieszyć, żeby to drugie mogło przyjść a to trzecie mogłoby poczekać zanim drugie sobie pójdzie a tu NIE bo właśnie ma tak być, że wszystko mnie męczy na raz. Oj rozżalam się nad sobą ale muszę trochę pogderać bo z Mariuszem prawie nie gadam, czasem tylko coś wyszepcze ale z wielkim bólem w buzi, więc jedyne co mi pozostało to przelać moje gdakanie na bloga. Nie mogę nawet pogadać z rodzicami przez tel. Mam już dość tego miejsca. Do tego bezpodstawnie się wściekam i Mariusz obrywa moimi humorami. Chwiluni bo przyszła pielęgniarka. No jestem już. Czemu tak długo ? Ponieważ musiałam skoczyć na prześwietlenie jeszcze. Wiem, wiem późno jest, że hej ale co zrobić ? Jak mus to mus. Kończę kochani na dziś to pisanie i lecę na odpoczywanie HaHaHa :) ależ jestem dowcipna co ? Co to za zmiany humorów w ogóle sama nie wiem !!! Dobrej nocki wszystkim życzę :)
sobota, 14 lipca 2012
sobota, 7 lipca 2012
Tak sobie siedzę z przebitą tętnicą i igłą w brzuchu, która podaje mi morfinę, że to już tak nie wiele zostało. Nie wiele a za razem tak wiele. Nie wiele ale koniec jeszcze daleko i wcale go nie widać. Ja go nie widzę. Jak pomyślę, że jeszcze tyle do przecierpienia to nogi mi się załamują. Mariusz dodaje mi otuchy ale jak wychodzi to zostaje z tym wszystkim sama i wtedy dopiero zaczyna się myślenie. Chciałabym by było jak najbardziej pozytywne ale gdy człowiek jest sam nie potrafi sobie sam wmawiać, że to już koniec... koniec... koniec... Bo ja tego końca nie widzę. Ucieszę się w dniu kiedy poczuję się lepiej. Teraz czuję się źle. Tak bym chciała spojrzeć w dal. Przecież daleko nie muszę sięgać wzrokiem bo tylko parę tygodni no ale co zrobię jak nie potrafię. Lece się napić rosołu z gorącego kubka i modle się, żebym go za chwile nie zwróciła.
piątek, 6 lipca 2012
Jestem w domu, oddycham powietrzem w Catleonnell i wdycham zapachy moich kwiatow. Czego chciec wiecej gdy Bog tak wiele juz nam daje. Pozwolil mi jeszcze nacieszyc sie tym wszystkim... I wroce ze zdwojona sila, i bede kochala jeszcze bardziej choc nie wiem czy sie da, i bede usmiechala sie do kazdego poranka czy slonecznego czy deszczowego ale najwazniejsze, ze z moja rodzina i w moim domu...
Wydaje mi sie, ze powoli sie zaczyna. Wymioty - nie przyjmuje zadnego jedzenia, rozwolnionko, bol glowy od 2 dni, ciezkie nieprzespane noce. A to dopiero poczatek. Damy rade chcialabym krzyczec do Boga ale nie musze on to wie. Doskonale slyszy kazdy moj szept, wiem o tym nie pozwoli mi zginac. Mam tu jeszcze misje do spelnienia. Malego synka i kochajacego meza. Teraz to kazde cierpienie daje znac ze to juz prawie koniec. No i jeszcze jedengo musze urodzic szczylka prawda Boze ? Wiem, ze po chemii i radioterapii marnie to wyglada i tak samo mizerne sa szanse ale ja wierze, ze bede miala w ramionach jeszcze swoja mała wymarzona ksiezniczke. Bardzo mozno z Mariuszem w to wierzymy, a jesli nie to zaadoptujemy. Tak postanowilismy.
czwartek, 5 lipca 2012
Jestem po przeszczepie a co najlepsze czuje sie dobrze tylko spiaca bardzo, moglabym spac co chwile. Zle samopoczucie ma sie dopiero zaczac za jakies 5 dni jak mi krwinki spadna do zera. Chcieli sciagac wode z pluc i trzy razy mi sie wbijali ale nic nie wyciagneli bo sie okazalo, ze ta woda co zostala jest tak jakby w malych kieszonkach na scianie pluc i nie moga tego ruszyc zeby nie uszkodzic mi pluca. A dostane jeszcze chemie 3 dniowa, ktora bedzie podawana co 2 dni i moze przez nia woda narosnac - o to sie boja lekarze. Ale moj lekarz ten u gory mowi zebym sie nie bala, ze on sie troszczy. No i zaczynam powrot do zdrowia. Jeszcze jakies 3 tyg meczarni i wszystko bedzie dobrze. Tzn pozniej jakies 4 misaice dochodzenia dosiebie ale nadejdzie dzien, ze usiade i powiem co to byl za koszmar jak dobrze, ze jestem zdrowa.
niedziela, 1 lipca 2012
Nie napisalam ostatnio, ze szpik kostny byl czysty i pet scan z wynikiem bardzo dobrym. To znaczy, ze od poniedzialku mozemy zaczac dzialac z chemia co mnie przeraza niezmiernie. Przlozyli mi przyjazd wlasnie na dzisiaj zamiast wczoraj i za 45 min musze tam zadzwonic o ktorej mam byc. Jutro o 10 rano beda mi zakladali wenflon do glownej zyly co oznacza W SZYJE. Tego tez sie boje. Nawet bardzo. Ale bylo dobrze w domu. Teraz znowu nie bedzie mnie ze dwa miesiace. A jutro przyjedzie babcia Jasia z Kinga i mam nadzieje, ze po tych paru tygodniach po przeszczepie jak dadza nam ten apartament to babcia i dzieciaki beda mogli przyjechac bo inaczej ich nie zobacze Trzymajcie za mnie kciuki i by szpik sie przyjal. Modlcie sie za mni bardzo was prosze bo potrzebuje tej modlitwy...
Subskrybuj:
Posty (Atom)



