wtorek, 4 grudnia 2012


Starajmy się być po prostu „ludźmi”,
zwyczajnymi, dobrymi, ludźmi,
którzy odrzucają wszelką przemoc.
Nie ludźmi, którzy swym zachowaniem
przypominają robota lub komputer.
Lecz takimi, którzy mają wielkie, wrażliwe serce
i zrozumienie dla wartości,
które dziś w wirze konsumpcyjnym życia zgubiły się.
Bądźmy ludźmi odmienionymi przez miłość!
Prostszymi, spokojniejszymi, życzliwszymi,
bardziej ludzkimi.
Phil Bosmans

Hej aniolki
Jest juz pozno a ja jeszcze nawet nie skonczylam swojej pracy a mianowicie pracy nad niespodzianka o ktorej mowie wam juz ktorys raz. Mam do was takie male pytanko a wlasciwie do tych wszystkich, ktorzy wysylaja mi listy. Sluchajcie na wstepie chcem przeprosic bo w tej chwili nie jestem w stanie nikomu odpisac. Moja prawa reka jest zdretwiala i lepiej mi pisac na blogu gdyz nawet czasu by mi chyba nie starczylo odpisujac do wszystkich. Juz to kiedys pisalam ale tak chcialam zaznaczyc jeszcze raz. Zebyscie nie gniewali sie na mnie. Sluchajcie a teraz to pytanko. Czy ja moglabym opublikowac pewne fragmenty waszych listow ? Nie zdradze w jakiej formie choc pewnie i tak domyslacie sie co kombinuje. No to jak ? Co wy na to ? 
Dzisiaj wpadlam na pomysl, ze zaczne robic kartki. Takie wiecie Swiateczne czy cos tego typu. Moze mi wyjdzie i wycinam znaczki z waszych listow - zrobie sobie nowa kolekcje :) Kolorowych snow serduszka :*
Każdego roku u kolejnych 10 tysięcy osób lekarze wykrywają nowotwór krwi. Połowa z nich umiera, tylko dlatego, że nie znajduje dawcy szpiku. 2 tysiące dzieci rokrocznie przegrywa swoja heroiczną walkę o życie. Drużyna Szpiku powstała, by zwiększyć szansę chorych na powrót do zdrowia. A nie jest to łatwe, gdyż w polskim Rejestrze znajduje się tylko 40 tysięcy nazwisk, kied
y w sąsiednim, niemieckim 3 miliony.
Drużyna Szpiku to grupa wolontariuszy prowadzących kampanię społeczną
„Podziel się życiem”. Jej głównym założeniem jest obalenie stereotypów na temat przeszczepów. Jest co obalać.
Nadal powszechne jest bowiem przekonanie, że przeszczep szpiku wymaga wkłuwania do kości dawcy. Tymczasem jest to najczęściej zabieg przypominający przetaczanie krwi, więc praktycznie bezbolesny i niewymagający od potencjalnego dawcy konieczności długiego leczenia i rehabilitacji, będących następstwem innych operacji. Dawca, po odłączeniu przewodów, którymi przetaczano krew do separatora komórek szpiku, najczęściej może po prostu iść do domu.
Człowiek, bogatszy o tę nową wiedzę, sam zostaje emisariuszem tej idei w swoim środowisku, a wymierną korzyścią jest powiększanie się liczby potencjalnych dawców...
Czesc sloneczka, wczoraj juz bylam zbyt zmeczona zeby pisac dlatego pisze dopiero dzis. No wiec nowiny takie, ze krew praktycznie bez zmian, jedynie LDH wzrosl co nie znaczy zbyt dobrze bo jest to wskaznik odpowiedzialny za komorki rakowe. Nie wiem czy juz wam pisalam, ze cala prawa strona tzn reka, ramie i pol twarzy mi dretwieje co Pani Doctor powiedziala, ze moze byc powodem wlasnie tego, ze mam komorki rakowe w prawym plucu. Przerazilam sie. Znowu cos. A skoro dretwieje to juz nie jest tak nie powaznie... Trzeba dzialac. Maja zamiar znow badac szpik kostny - Matko Sw. to badnie to mnie nie opusci chyba nigdy ale kazdy szpital chce miec swoje i po swojemu przeprowadzone. Kolejnym badaniem jest punkcja ledzwiowa czyli kolejna bolesna sprawa. Do tego beda wyciagac mi port z zyly glownej bo mam go juz 4 miesiace i boja sie, ze moze byc zakazenie. Wiem, ze w Dublinie w szpitalu 6 miesiecy to bylo minimum jak mozna bylo miec ten port. No i teraz znow sie boje... Wszystkich trzech rzeczy...Pobieranie szpiku juz znam i to bardzo dobrze - jakos przezyje ale gorzej z tym nakuwaniem kregoslupa i wyciaganiem portu bo ja to wiem, ze Dublin byl profesjonlnym szpitalem i najlepszym i zawsze jakos tak zaufanie mialam do nich mimo, ze sie balam. Nie wiem moze to dlatego, ze to pierwszy raz, znow w nowym miejscu. Pamietam ten dzien, to byl czwartek zaraz po moich urodzinach, rozmowa z doktorem Brownem w Dublinie i te slowa, ze bialaczka wrocila a ja probowalam byc silna i z powaga zapytalam to co teraz robimy Panie doktorze ? Co mnie czeka ? A on spojrzal na mnie wtedy z takim smutkiem ( ten lekarz jest z tych, ktorzy bardzo przywiazuja sie do pacjenta i zawsze chca dla niego jak najlepiej. Pewnie kazdy lekarz na swoj sposob taki jest ale on akurat okazywal to w piekny sposob. Wlasnie w taki, ze prowadzac z nim rozmowe ufalam mu bezgranicznie) , ze widzialam juz z jego twarzy co sie dzieje. A pozniej padly slowa NIE MOZEMY JUZ NIC DLA CIEBIE ZROBIC, GDYBYM ZNAL CUDOWNY LEK DALBYM CI GO ALE NIE MA JUZ DLA CIEBIE RATUNKU A JEDYNE NA CO MOZEMY LICZYC TO CUD...czulam jakbym padla na krzeslo, mimo, ze juz na nim siedzialam. Mariusz nie rozumial nic - pielegniarka musiala mu tlumaczyc. To byl szok. Zaproponowali chemie podtrzymujaca zycie plus sterydy - w koncu zgodzilam sie. Nie mialam nic do stracenia. Chcialm juz tylko wrocic do Polski i zobaczyc sie z reszta mojej rodziny. Mialam nadzieje na zaledwie pare tygodni zycia i ciezko ale jakos przywyklam. Moja rodzina sie nie poddawala. Szukala ratunku w Polsce. To w Gorzowie, to w Poznaniu. Ale nikt nie potrafil mi konkretnie niczego zaoferowac. W koncu ten Lipsk. Gdy sie dowiedzialam, ze mamy tam jechac bylam zalamana. Bo chcialam byc tu w domu. Pojechalismy... No i okazlo sie co sie okazalo, ze niby jest mniej powiekszonych wezlow chlonnych i ze caly obraz wyglada lepiej a wczoraj wskaznik znow zaczal rosnac i jeszcze to dretwienie i jak znow uslyszalam, ze trzeba zrobic to SZYBKO to znow poczulam sie jakos tak podobnie jak wtedy. Daja szanse, oferuja mi to i tamto juz napisalam wyzej jakie konkretnie badania beda wykonywac. Szansa... nadzieja... ale tez strach... Najgorsze, ze teraz trzeba wypelniac tysiace roznych formularzy, biegc po urzedach i zajmowac sie biurokracja zamiast juz zaczynac. No ale taka kolej rzeczy w kazdym kraju. Tak sobie przypomnialam przez ten post o Dublinskim szpitalu. Spedzilam tam 6 miesiecy zycia na oddziale. Bylo ciezko bo bylo. To co przeszlam i przezylam to tego nie zycze nikomu. Ale sa tez piekne momenty, ktore przez ten bol pamietam. Np. Ludzi ktorych poznalam. Mowie o pielegniarkach, lekarzach, dziewczynach z kwiarenki, sprzataczkach i kucharkach. Wszyscy byli tacy mili, ze czulo sie, ze oni wszyscy sa tam dla ciebie. To nie bylo udawane. Nie, ze musieli sie tak zachowywac bo praca im nakazuje. Nie... nie... to sie dalo odczuc. Cudowni mili ludzie. Wszyscy bez wyjatku. Brakuje mi ich. Chcialabym wyzdrowiec i moc ich jeszcze zobaczyc. A teraz co mnie czeka tutaj ? Ten strach przed nieznanym, jest najgorszy... ale musze, wiem ze musze bo moze tam czek mnie ratunek. Panie Boze daj mi sile i odwage bym mogla znow podjac walke. Co bedzie to bedzie i w pelni oddaje sie Tobie. Ufam Ci, ze zrobisz to co bedziesz uwazal za sluszne. Niech nie dzieje sie wola moja, ale Twoja Panie Boze... Niech zieje sie Twoja wola...

Wczoraj po powrocie zstalam w przedpokoju nowe listy. Jestescie wspaniali. Osobie, ktora przyslala mi drewniana branzoletke chcialam tez bardzo podziekowac. Juz taka mam tylko kwadratowa a ta jest okragla i od razu zalozylam na reke, bede musiala poprosic ksiedza aby mi ja poswiecil bo te pierwsza dostalam od mojej kochanej Werulci - szwagierki corci. Przy okazji caluje Cie i sciskam moja perelko, wiedz, ze ciocia za Toba bardzo teskni. Te od Weruni poswiecilam bedac w Knock. Bardzo mi sie one podobaja i Ci wszyscy Swieci na nich - piekne. Dlatego dziekuje slicznie. A i wracajac do ksiazki o bł. Chiarze to rowniez dziekuje slicznie. Jeszcze nie zaczelam jej czytac bo czytam ten pamietnik chorej matki - bardzo polecam. Jak ja skoncze to wtedy zaczne czytac te. Ale dziekuje wam za kazdy jeden list i kazdy jeden obrazek. Bardzo chcialabym opisac na kazdy list ale niestety nie dalabym rady przez te zdretwiala reke pisac dlugopisem. Na klawiaturze jeszcze jakos daje rade. Musicie zrozumiec. Ale kazdy list mam w serduszku i wam ziekuje za radosc jaka mi sprawiacie. Macie dobre serduszka i ciesze sie, ze was mam. No a teraz ide wyprostowac plecy bo troche siedzialam zgieta i bola. Caluje was mocno mocno mocno...

Acha jeszcze jedno. Prosze was o modlitwe za synka moich przyjaciol, ktory mial przeszczep poniebienia. Oliwier ma ponad rok i jest slicznym chlopczykiem. Jego rodzice Jola i Dominik wspanialymi ludzmi. Poswieccie za nich choc dziesiatke roznca by wszystko bylo dobrze  Pan Bog nad nimi czuwal. Dziekuje wam...

niedziela, 2 grudnia 2012

Kochani jutro jade do Niemiec, juz sie boje. Modlcie sie za mnie prosze. Jedyne o co kiedykolwiek prosilam i prosze to modlitwa. Oby wszystko poszlo dobrze. Caluje was mocno...
Dobra mowie po raz ostatni bo przed chwila doszly mnie sluchy, ze wy moi PRZECIWNICY dalej pocicie sie nad tymi komentarzami. Powiem wam jedno. Jesli uwazacie, ze to ja kasuje wasze komentarze to grubo sie mylicie bo jak mialabym niby to zrobic ? Czy ja mam jakas umowe podpisana z wirtualna polska ? Albo jestem czarodziejem ? Chyba nie... wiec przestancie mowic, ze ja kasuje wasze wypowiedzi bo tak nie jest. Juz chyba nie macie co wymyslac. Druga sprawa to taka, ze ja nikogo nie obrazilam ! Czym przepraszam bardzo ? Nikogo nie wyzwalam ! To wy wyzywacie mnie od pustych i glupich co ja przyjmuje z godnoscia w przeciwienstwie do was bo niedosc, ze mi ublizacie to jeszcze smiecie pisac, ze to ja was obrazam gdzie ja nic takiego nie zrobilam. Ja nikogo nie prosilam o wplacanie pieniedzy i nikogo nie prosilam o pomoc to ludzie sami mi pomogli i nie mam z czego sie rozliczac bo juz powiedzialam co zrobie z tymi pieniedzmi jak wyzdrowieje a jak ktos mi nie wierzy to ja juz nic na to nie poradze. Jutro zaczne dzwonic po wszystkich portalach, zeby usuneli te artykuly na temat mojej osoby bo ja na nie zgody tez nie wyrazilam i osoba publiczna tez wcale nie chcialam sie stac. Nie wiem czy wam jest lepiej jak dobijacie komus gwozdz do trumny ? W jaki sposob moje wypowiedzi sie zmienily ? W taki ze juz zaczelam sie sama z tych waszych oskarzen smiac ? Ilez mozna przezywac i sie zamartwiac ? Wiem, ze o to wam chodzi ale ja dziekuje bardzo nie mam na to czasu ani sily. Wszystkim tym ktorzy sa ze mna dziekuje. Wy wiecie, ze nie jestem oszustka a jak mam to udowodnic innym ? Nie wiem... moze kiedys sie przekonaja jesli uda mi sie wyzdrowiec i bede mogla spelnic marzenie o fundacji. Teraz jednak nie mam ani rachunku za smaolot ktorym lecialam, ani rachunkow za paliwo do klinik ani rachunkow za leki.  Nie wiem co sobie myslicie, ze ja chodze po klubach i wydaje ? Ludzie ja siedze w domu caly czas i nie moge miec zbyt wielkiego kontaktu z ludzmi. Jedyne gdzie wychodze to do lekarzy. To jest ostatni raz gdy sie tlumacze. Jest mi przykro, ze tak mowicie o mnie nie znajac prawdy. Ale ja juz nic na to nie poradze. Nie zmienie waszej opini. Kiedys sie przekonacie i mam nadzieje, ze uda mi sie zrobic to co mowilam wtedy ciekawe co powiecie wtedy. Choc szczerze powiedziawszy teraz to ja sie boje w ogole wyzdrowiec bo co wtedy powiecie. Babcia mi mowila, ze gdy Pana Jezusa oczerniali, i wydawali na smierc i pytali on slowem sie nie odezwal bo i tak by mu nie uwierzyli... wiec co tu wiecej mowic. Jest mi ogromnie przykro, ze tak postepujecie bo ja niczym nie zawinilam. Daj Panie Boze wypelnic misje, ktora calym sercem chce spelnic.

Czytalam dzis ksiazke RADOSC DO SZPIKU KOSCI a autorka to Cecilia Poli. Jest to pamietnik chorej matki. Dziewczyna ma male dziecko i meza i choruje na bialaczke, przez co tez zbliza sie do Boga. Teraz jestem juz bardziej pewna, ze osoby powaznie chore zwracaja sie do Pana Boga i przez to sa z nim blizej. Nie jest to zadne nawiedzenie. Takie osoby po prostu zaczynaja rozumiec sens istnienia i cud jakim jest zycie. Osoby zdrowe niestety nie potrafia tego docenic i nie mozemy ich za to winic. Dopoki bylam zdrowa tez zycia nie docenialam i choc wierzylam to nie interesowalam sie Bogiem. Teraz jest inaczej i dziekuje mu za to, ze niose ten krzyz bo dzieki niemu poznalam jaka jest prawda i dzieki niemu potrafilam  sie zmienic. Szkoda, ze pewni ludzie nie potrafia tego docenic ale najwazniejsze dla mnie to to, ze ty Panie Boze to doceniasz. Prosze Cie zmien tez tych ludzi ale nie pozwol im cierpiec by nie musieli doswiadczac tego co ja. Ale czy bez cierpienia da sie zrozumiec pewne rzeczy ? Chyba nie... dzikuje wiec Panie za moje cierpienie. I jesli zycie jest droga krzyzowa a moim krzyzem wlasnie to, ze musze przyjac taka kare za swoje grzechy to przyjmuje ja Panie. Obys tylko zawsze byl przy mnie...

sobota, 1 grudnia 2012

Hejka to znowu ja ale tylko na chwilke bo dzis bardzo zmeczona jestem. Nerwy mnie wykonczyly ale juz sama nie pamietam po co ja sie tak denerwowalam ? hmm... no nie istotne. Chcialam wam tylko podziekowac kochani, ze jestescie ze mna. To dla mnie duzo znaczy. W poniedzialek jade na te badania. Juz sie boje. Ale mam nadzieje, ze wyniki beda dobre. Od kiedy wrocilismy z zeszlych badan mam to dziwne dretwienie. Cala prawa strona. Reka prawa i prawa strona twarzy. Troche sie martwie bo nie dzialalal ostatnio port i lekarz w sumie nic nie powiedzial ale ja mam takie wrazenie jakby to bylo od tego. Moze wyskoczyl z zyly czy cos w tym stylu. Nie wiem.. w kazdym badz razie martwie sie co to bedzie w poniedzialek. Dzisiaj taki dziwny dzien, troche bylo tych nerwow ale z drugiej strony tez byla mila chwila. No i wiecie co ? Pracuje nad ta niespodzianka dla was :) Mowilam, ze troche to potrwa ale jak juz dojdzie do skutku to mam nadzieje, ze was uraduje :) Dzisiaj sobie tak myslalam nad tym jak to jest nie miec serca. Myslalam, ze bez serca nie da sie zyc a jednak sie da. Dobrze, ze mam swoich najblizszych, na nich zawsze moge polegac. I teraz ciesze sie tez bardzo bo moj brat w koncu znalazl osobe z ktora jest szczesliwy. A tyle szukal biedaczek. A najfajniejsze jest to, ze moja bratowa jest fajna, mila i inteligentna dziewczyna. Tylko pozazdroscic. Ale nie nie... nie zazdroscie bo to grzech :) W kazdym badz razie powtarzalam mu tysiac razy, ze gdy spotka ta odpowiednia to serce zabije mu szybciej i wtedy wszystko sie zmieni. I tak sie stalo :) Chwala Panu Bogu za to :) Tak dzis na nich patrzylam i az same mi sie usta usmiechaly. Milosc to piekne uczucie, szczegolnie  gdy potrafimy je okazac. No i warto jest ja okazywac bo w zamian mozemy dostac to samo :)

Jedno pytanko do was. Kiedys slyszalam o takim portalu gdzie mozna pisac bloga pod haslem. Tzn. haslem dla czytelnika. Jesli nie zna ktos hasla to nie moze przeczytac. Wiecie cos na ten temat ?
Dzien dobry dzien dobry moi nawiedzeni pisze do was ja wasza nawiedzona, pusta i glupia Marta. Pozdrawiam rowniez wszystkich tych nie z mojego obozu. Brawa dla was, udalo wam sie doprowadzic mnie znow do stanu krytycznego ale nie martwcie sie obiecuje, ze to juz byl ostatni raz. Mowi sie czego oczy nie widza tego sercu nie zal. I zgodnie z tym wiecej juz na zadne forum nie bede zagladac. Zszokowalam sie jednak jak ludzie zaczeli odpowiadac tam na moje komentarze bo ja zadnego tam nie dodalam. No ale coz mozna sie spodziewac, tam to chyba juz napisza wszystko. Ciesze sie, ze mam takich przyjaciol jak Nikola i Monika, ktore pomogly mi jak mogly i przykro mi dziewczyny, ze jestescie teraz na jezykach przez to , ze tylko chcialyscie pomoc. Ja jestem wam wdzieczna i tylko to sie liczy. No stalo sie niestety tak, ze ten falszywy, rogaty diabel skusil mnie wczoraj aby tam zagladnac, a nie bylam tam od wtedy. Dzisiaj ktos mi powiedzial, ze aby bylo dobro musi byc zlo. I gdybym nie dostala zadnych pieniedzy to pewnie bylaby inna spiewka. Zycie pokazuje jak wielu zyczliwych ludzi spotkalam na swojej drodze. Coz moge im powiedziec... hmm... chyba nie znam odpowiednich slow. Przykre ale prawdziwe - ktos tam mial racje piszac, ze nie maja co robic tylko od rana sledza forum. To naprawde musi byc nudne zycie. A i bardzo mi sie podobalo jak ktos napisal, ze zaczyna sie robic ciekawie i ciwkawe czego jeszcze dowiemy sie o rodzinie Salackich. Ja wam powiem. Moja mama pewnie tanczyla w barze go go a moj maz byl alfonsem a czekaj czekaj jeszcze moj brat ktory tak naprawde jest kobieta pracowal dla mojego meza a ja ? A ja z moja babcia zbieralysmy za to pieniazki. I teraz wybudujemy sobie duzy zamek z basenem i kupimy sobie 10 roznych samochodow, bedziemy sie wozic. Zaczne brac narkotyki, pic alkohol i dalej bede pusta sasiadka... droga Pani E.. zalosne... ale pewnie tak ludzie napisza, ale mnie to juz nie obchodzi. Obiecalam, ze bede sie smiala z tego i sie wlasnie smieje. Wiem jaka bylam, jaka jestem i jaka jest moja rodzina. Opinia innych mnie nie dotyczy bo nie jest prawdziwa. Wszystkich pozdrawiam i serdecznie caluje :) Rowniez Ciebie sasiadeczko :) Niech Bog ma was w swojej opiece moi nawiedzeni. Dobrze, ze jestesmy nawiedzeni w tym dobrym kierunku. I dla was tu zostaje...