środa, 6 czerwca 2012

Moja rodzina. Cenniejsza niż złoto. Za was życie bym oddała ! Mężu mój, mój przyjacielu. Jak świat czasem musi się obrócić by dostrzec pewne sprawy. Mam nadzieję, że nigdy nie staniemy przeciw sobie i zawsze będziemy kochać się tak jak na początku i teraz. Co Bóg złączył niechaj człowiek nie rozdziela.

Gdyby nawet walił się świat,
I słonce nagle zgasło nam,
Nie porzucaj marzeń bo wiesz,
Że jest ktoś, kto bardzo pragnie Cię
Bo każdy szuka kogoś, by pójść tą sama drogą
I kochać dniem i nocą do utraty tchu
i tak na zawsze już
Z kimś, z kimś takim jak ty
Na koniec świata mogę iść  
Czasem myślę czy to nie sen
Czy los dziś uśmiechnął się
Nie raz pewnie lunie nam deszcz,
Lecz ja wiem, że nam uda się,
Bo każdy szuka kogoś, by pójść tą sama drogą,
I kochać dniem i nocą do utraty tchu
I tak na zawsze już.
Z kimś, z kimś takim jak ty
Na koniec świata mogę iść 


Szpitalne romanse :) Mąż pomaga mi w walce z choroba bardzo mocno, jest mi najbliższą osobą i pokazał mi, że naprawdę mnie kocha. Nigdy nie oczekiwałam dowodów miłości ale on sam bardzo się zaangażował. Zrozumiał, że w jednej chwili mógł to wszystko stracić. Ale Bóg nam daje cieszyć się sobą więc uda nam się z tym wygrać
Po powrocie do Dublina dostałam nowy pokój. Dużo większy i przestronniejszy bo tamten co miałam to można by powiedzieć, że był klitką. Rozpakowali mnie szybciutko a ja od raz położyłam się na łóżko. Byłam już taka zmęczona. Mamusia z mężem pojechali a ja przespałam całą noc jak dziecko. Od następnego dnia zaczynamy ciężką pracę. No więc chemia zaplanowana na za parę dni. Postanowili rozłożyć na 4 dni. Później po chemii następna chemia ale w zastrzykach domięśniowo w pośladki. Zapowiada się niezły ból.I tak przez 6 dni co drugi dzień. Jeśli chodzi o skutki uboczne chemii to zupełnie nie ma porównania na razie do poprzedniej. Jestem może nie w najlepszej formie ale nie ma co narzekać. Siedzę sobie i piszę bloga, gram w nintendo, układam puzzle, poznałam koleżankę i uczy mnie robić na drutach, oglądam filmy czas jakoś leci. Apetyt mam za dziesięciu a przy zeszłej nawet nie mogłam nic przełknąć. Tylko to zmęczenie straszne, ale da się przeżyć. Dzisiaj - godzina 16:00 przychodzi pielęgniarka ze swoim srebrnym pojemniczkiem, co tam ma ? Zastrzyki... Obracam się na bok w jednej ręce ściskam różaniec w drugiej koc, łzy same mi lecą. Igła się przebiła, chwila spokoju w oczekiwaniu na najgorsze i jest. Krzyczę - potworny ból, który zostaje jeszcze na długo po wyjęciu igły. Już jestem tu znowu 2 tyg i 2 dni robię sobie już listę dań jakie zjem w domu. Tylko kiedy do tego domu ? Dziś przyszła moja główna pielęgniarka mówiąc, że znaleźli dla mnie dawcę i jeśli wszystko dobrze pójdzie koniec czerwca - początek lipca będzie przeszczep. Nowina radosna ale i przerażająca za jednym razem. Znów te wszystkie skutki uboczne. Ale to już koniec, teraz trzeba się dopiero modlić za dziesięciu, żeby szpik mi się przyjął  i żebym jakoś to zniosła. Jak trochę poczytam na ten temat to napiszę jak to wygląda. Na razie wiem, że najpierw to naświetlanie w innym szpitalu a później tu będą przetaczać krew. Więc pikuś. Najgorsze jest to co dzieje się potem... Dziękuję Panie Boże za to co dla mnie zrobiłeś. To cud, że tak szybko. Ludzie czekają po pół roku albo i dłużej na dawce a mój tak po prostu się znalazł.Jezu Ufam Tobie, Jezu Ufam Tobie, Jezu Ufam Tobie - i wiem, że się nie zawiodę. Dobranoc ptaszki

niedziela, 3 czerwca 2012





Witajcie kochani, dzisiaj samopoczucie zaczyna po woli schodzić na psy. Znowu rozwolnienie, że ładnie powiem i 3 podejścia do wymiotów. Wczoraj trochę zasiedziałam się na blogu ale to dlatego, że jak sie przyssam to nie moge skończyć. No dziś napiszę dość szybciutko bo jestem wymęczona. Kiedy zachorowałam moja przyjaciółka Laura English zaproponowała imprezę charytatywną na co ja oczywiście bardzo się ucieszyłam i byłam zdziwiona, że ktoś w ogóle chce coś dla mnie zrobić. No wiec oddbyło się to w pewną sobotę. Ja oczywiście tam być nie mogłam, a dziewczyny dopilnowały, żeby wszystko miało ręce i nogi. Plakaty, bilety, licytacje,prezenty, upominki wszystko dla mnie. Nawet były dwa zespoły muzyczne. To jest przeogromna radość coś takiego dostać od przyjacioł. To naprawde wielka pomoc bo nie musimy se martwic teraz o paliwo dla mariusza do dublina, o bilety dla rodziców, przedszkole nikusia oplaty i wszystkie inne tego typu sprawy. Dziekuje ludziska jeszcze raz . Kolejnymi osobami są dziewczyny z zumby, którym również moje serce składa dzięki. Jesteście wszyscy aniołami. Żałuję, że nie mogę opisać co tam się działo ale wierze, że dałyście wszystkie z siebie wszystko. I wszystkim tym prywatnym osobą, które nam bardzo pomogły. DZIĘKUJEMY...Nie będę wymieniać bo zawsze mam ten strach, że kogoś pominę. Wy wiecie :) Kocham was :* proszę o modlitwę
Jezu mniej nas wszystkich w swojej opiece :)

sobota, 2 czerwca 2012

Kiedy moje krwinki się znów odbudowały i poczułam się lepiej -ani dobrze ani źle, wciąż byłam wrakiem z zapadniętymi mięśniami łydek i ud no ale w każdym bądź razie, kiedy poczułam lekki przypływ sił pozwolono mi iść na prawie 4 dni do domu bo aż od piątku w południe do wtorku po południu. Załamałam się bo pierwsza wersja była, że idę na 7-10 dni a później nagle zmiana planów. Lekarka powiedziała, że moja białaczka jest bardzo ciężka bo mam skrzyżowanie AML czyli ostra białaczka szpikowa + ALL ostra białaczka limfoblastyczna. Tysiące różnych pojęć medycznych i to jeszcze po angielsku. Ja wysiadam... Jeszcze jak mi powiedziała o tych 4 dniach to już w ogóle zaczęłam płakać baranim głosem, już niczego nie rozumiałam i byłam bardzo zawiedziona jak również wmówiłam sobie, że Pani doktor specjalnie mówiła w taki sposób bym jej nie zrozumiała. Jak się później okazało było to nieprawdą bo Pani doktor jak i zresztą cały rząd pielęgniarek jest miła i uczynna. Alarm zawył, marta wychodzi na 4 dni do domu. W końcu radość była ogromna. Moi rodzice już zabukowali bilety razem z Nikuniem. Nie wiem czy wcześniej wspomniałam, że synuś był w Polsce i zajmowały się nim babcie po to żeby Mariusz mógł jeździć do mnie spokojnie i bez nerwów jeszcze o małego. Więc przyjeżdżają i ja przyjeżdżam i przez 4 dni będziemy razem, tak jak być powinno. W piątek czekałam z Mariuszem już jak na szpilkach. Lekarze zjawili się dopiero chwilę przed południem wiec byliśmy skazani na czekanie pół dnia. Oczywiście dali multum tabletek i tysiące zakazów i przykazań. Pani doktor powiedziała żebym na siebie uważała bo będę bardzo zmęczona. A co ona tam wie- pomyślałam. Jeszcze wspomniała, że będę siedzieć na kanapie i na krześle na zmianę. Hmm... czy to możliwe ? Przecież czuję się dobrze. Podróż była męcząca, ale w końcu dojechaliśmy. Jest mój synek, są rodzice nie było kresu łez szczęścia. Chciałam przestać płakać ale spojrzałam na tatę i on też miał mokre oczy. To tylko pogłębiło mój żal. Pierwsze ciepły rosołek, po schodach góra dół poszłam ze dwa razy tzn zawlekłam się. Dzień jakoś minął. Przyszła szwagierka i szwagier i Werunia bo Szymuś niestety nie mógł się ze mna zobaczyć był podziębiony no a dla mnie każde ryzyko to morderstwo. Nie mogłam spać. To pewnie od wrażeń pomyślałam i jutro będzie lepiej. Od samego rana obudził mnie ból głowy. Wciąż zwalałam na wrażenia a ja po prostu się przemęczyłam. Tak jak chciałam chodzić i wszystko robić tak od dnia numer 2 do wtorku leżałam bo byłam wymęczona do tego co noc nie mogłam spać, ból pleców mnie zabijał i moje dziecko, które nie może wysiedzieć na miejscu a jadaczka mu się nie zamyka wymęczyło mnie tragicznie. Głupio było to mówić ale chciałam wracać już do spokoju. Ale też chciałabym mieć ich wszystkich. To było straszne. Jednych znajomych widziałam tylko przez okno przyszli z kwiatami i z kartonem na którym było napisane JESTEŚMY Z TOBĄ MARTUNIU - to było takie miłe. Oczywiście ja przez okno rynna i Aga też, zresztą Daniel też ledwo się trzymał choć chciał upozorować, że jest twardy bo mówił mi przez tel, że mam być silna ale ja widziałam. Innym znajomym Adze i Jackowi udało się bardziej bo jak zadzwonili czy mogą podejść pod okno to ja akurat leżałam na ławce na ogrodzie. Chwilę pogadaliśmy ale ja się już męczyłam i kazali mi nie patrzeć na nich i iść do domu więc poszłam. Męczyłam się siedzeniem i gadaniem do czego to doszło. No i to był jeden dzień w sumie pogody. Resztę czasu spędziłam w salonie na materacu, który mi codziennie z góry przynosili. Jeszcze do tego apetyt miałam jak nienormalna a co się najadłam jak świnka miałam bóle brzucha. Przyszedł Wtorek. Znowu ryk, trzeba jechać. Jak sobie pomyślę, że spędzę tam znowu tyle czasu to zwariuje, jeszcze ta chemia. Oszaleje doszczętnie. Pożegnanie. Mama pojechała z ami, tata został z Nikim. Ach gdyby można było przyspieszyć czas, bo cofać go nie chcę. Chciałabym przyspieszyć go, żeby być już zdrowa. To moja prośba Panie Boże. Wiem, że czuwasz nade mną. Spraw by czas uciekł szybciej, by to wszystko było mniej bolesne. Spraw bym czuła, że jestem w twych objęciach cały czas ojcze. Wtedy będę czuła się bardziej bezpieczna. I znów powtarzam co powiedziała mi babcia CI CO ZAUFALI PANU ODZYSKUJĄ SIŁY... ufam Ci Panie bezgranicznie, oddaję się Tobie. Przyjdź i namaść mnie swoją miłością bym nie bała się kolejnego dnia. Świat może wydawać się prosty, ale prosty nie jest. Dopiero teraz, po tych wszystkich trudnościach które przechodzę widzę prawdziwe wartości jakie niesie ze sobą świat, jakie niesie ze sobą życie i istnienie. Nie gubmy albo starajmy się nie gubić sensu jakim jest miłość Boża. Nie zaniedbujmy go. Nie odpychajmy. On nie oczekuje wiele od nas. Chce tylko kawałek miejsca w naszym sercu. Chce czuć się kochany. Kochajmy więc go. Pamiętajmy... jeśli chcemy by i on o nas pamiętał. On jest Miłosierny i wybacza i przyjmuje każdą zbłąkaną i potrzebującą owieczkę bo jego stado nie pasie się za zamkniętą bramą. Ale mimo to, że wybacza każdemu pokazujmy mu codziennie nasza wiarę. Nie czekajmy. Bo nie ma na co. Życie jest zbyt kruche i zbyt krótkie by zwlekać i kazać mu czekać. To on czeka na nas tam u góry, a ty nigdy nie wiesz co może Ci się przytrafić. Życie zaskakuje i ja to doskonale wiem. Możesz zachorować ale co jeśli umrzesz - przecież nie możesz tego przewidzieć. Co wtedy ? Choroba pozwoli Ci wyczyścić swe serce ale śmierć jest tak ciemna, że całą szarością Cię otuli i tylko od Ciebie zależy czy padając na kolana tam u góry twe serce będzie tak czyste, że całą swą jasnością odeprze mrok i będziesz żył wiecznie w Bożym Królestwie albo będzie tak brudne, że w połączeniu z ciemnością kostuchy nie będzie już szans na życie u jego boku. Dobranoc ludziska. Trochę się wymądrzyłam dzisiaj. Myślcie sobie co chcecie. Ja na siłę was przecież do Boga ciągnąć nie będę. Ale pamiętajcie, każdy ma wolność wyboru i wszystko, całe wasze życie zależy od was. Może gdybym wcześniej przyszła do Boga, uchowałby mnie od tego co teraz muszę przejść... A teraz z innej beczki. Zapomniałam wam opowiedzieć o imprezie jaką zrobili moi przyjaciele dla mnie po to by zebrać dla mnie pieniążki. Jak mogłam o tym zapomnieć. To było jeszcze zanim wyszłam do domu. No dobrze ale to już jutro. Nie przemęczajmy się. DOBRANOC siusiu, paciorek i spać :*

piątek, 1 czerwca 2012





To właśnie jesteśmy my. Nasza niezniszczalna rodzinka. Ukochany mężczyzna mego życia i nasz syn równie niezniszczalny i nie męczący się. Haha :) Gdy na nich patrzę łza kręci mi się w oku... czekam na cud...
Tutaj dopiero się zaczęło. Zabiegi, prześwietlenia, dren w płucach... wszystko na porządku dziennym... Szczerze powiedziawszy nie pamiętam za bardzo tego wszystkiego. Moje stadium choroby było już tak wysokie, przy czym miałam ogromne bóle i podłączona byłam dzień i noc do morfiny a jeszcze oprócz tego brałam extra dawki. Morfina mnie ogłupiała i sprawiała, że podczas zabiegów ogóle nie wiedziałam o niczym. Jak każdy wie to środek prawie, że narkotyczny ale ma też swoje plusy np. właśnie taki jak wyżej opisałam. Dzisiaj jest mi trudniej bo już dawno odłączyli mnie od tego cudownie niebezpiecznego środka przeciwbólowego i zdaje sobie w pełni sprawę co dzieje się w około mnie. Np ostatnio zabrali mnie na odciąganie płynu z płuca, absolutnie nie pamiętam tego miejsca a byłam już tam wcześniej dwa razy. To samo jak przychodziły do mnie pielęgniarki, które się mną zajmowały a ja mogłabym przysiąc, że widzę je po raz pierwszy w życiu. Byłam przerażona. W jeden piątek dostałam chemioterapię a za tydzień następną... Nic złego się nie działo z moim organizmem więc trochę się uspokoiłam. Później przyszedł czas na następną Chemię 5 dni pod rząd. Gdy krwinki zaczęły spadać dopiero zaczęło się dziać. Pleśniawki w buzi, nie mogłam jeść, wymioty, rozwolnienie, ogólna bezsilność i rozbicie. Zgoliłam głowę bo włosy już zaczęły mnie drażnić. Zastanawiałam się nad tym tydzień czasu aż podjęłam decyzję, to było chyba najlepsze rozwiązanie. Pękła mi krwinka w oku i całe oko zalało mi się krwią. Nie chciałam patrzeć w lustro. Nigdy nie uważałam, że byłam jakąś pięknością zawsze raczej byłam skromna. A teraz ? Teraz sobie pomyślałam, że byłam taka ładna. Nic po tym już nie zostało. To nie jestem ja. Gdzie moje włosy, moje paznokcie, moje brwi, moja figura gdzie mój make-up. Dziś mogę powiedzieć, że to wszystko nie jest ważne. To się po prostu nie liczy. Przywiązujemy wagę do takich niepotrzebnych spraw. Jedyne co się liczy to Bóg - tak !!! I choroba pomogła mi to pojąć. Zawsze byłam katolikiem ale nigdy się nie praktykowało. Lepiej było spędzać co niedziele albo na kacu albo na nie robieniu niczego niż iść i tą godzinkę poświęcić Panu Bogu. Myślę sobie, że chciałabym być zdrowa ale czy ja kiedykolwiek poszłam i podziękowałam chociażby raz za swoje zdrowie ? Nie ! A Teraz o to zdrowie trzeba prosić, jak trwoga to do Boga... Ale on jest Miłosierny, przebacza nam wszystkie winy. Tylko czy nam nie jest wstyd, że tak go zaniedbaliśmy ? Teraz jestem z nim codziennie, modlę się a on ukaja mój ból. I on daje mi wiarę i ja ufam jemu, że przyjdzie dzień i będę znów zdrowa. Nie mogę się tego dnia doczekać...